„Muzeum Spotyka...” to inicjatywa Łazienek Królewskich, której celem jest wypracowanie nowego modelu wolontariatu w oparciu o dziedzictwo kulturowe Muzeum oraz kompetencje międzypokoleniowego zespołu wolontariuszy. O projekcie oraz o tym, jak ważny jest kompromis podczas pracy w zespole, rozmawiamy z Agatą Pietrzyk-Sławińska, koordynatorką łazienkowskiego wolontariatu.

W jakich okolicznościach narodził się pomysł stworzenia wolontariatu w Łazienkach Królewskich?
Agata Pietrzyk-Sławińska: Wolontariat w Łazienkach jest niemal od początku istnienia ośrodka edukacji, czyli od około 2011 roku. Kiedy zaczęłam pracować w muzeum projekty dla seniorów już tu istniały. Widać było, że te osoby chcą robić więcej, że są oddane, nastawione na działania długofalowe. To był impuls, że warto je zaangażować również w programy wolontariatu. Działo się to stopniowo. Zapraszaliśmy do programu wolontariatu m.in. osoby, które pojawiały się na naszych warsztatach, były już z nami związane. Nie ukrywam, że mi osobiście pasuje współpraca z osobami dojrzałymi. Mam poczucie, że faktycznie można na nie liczyć, że można z nimi dosyć otwarcie rozmawiać, że są asertywne, wiedzą na co mają czas, a na co nie. Oczywiście wolontariat mamy też dla młodszych osób. Chcą zdobyć nowe doświadczenia, „dołożyć” działania wolontariackie do swojego programu szkolnego. Wśród tych osób także zdarzają się takie, które chciałyby zostać z nami na dłużej.
Stwierdziliśmy, że warto połączyć te dwie grupy, że mogłyby bardzo dużo się od siebie nauczyć. Wymienić wiedzą, doświadczeniami, skonfrontować swoje podejścia do wolontariatu. Projekt „Muzeum Spotyka...” udowodnił, że taka współpraca daję efekt pewnej synergii. Wymiana kompetencji, wymiana spojrzeń, otwiera. Miałam poczucie, że to może przynieść dobre efekty i faktycznie w „Muzeum Spotyka...” to zagrało. Potwierdziła to również ewaluacja. Wolontariuszki, tak zwane „juniorki”, mówiły, że dla nich było niesamowite z jakim oddaniem podeszli seniorzy do tego projektu. To je motywowało żeby dawać z siebie 100 %. Z drugiej strony młodzi wnosili do projektu swój sposób myślenia, swoje zdolności, wiedzę i talenty. Chcielibyśmy tą międzypokoleniowość utrzymać w Łazienkach.

Na czym dokładnie polega współpraca międzypokoleniowa?
A. P-S: Do tej pory przetestowaliśmy ją w ramach projektu „Muzeum Spotyka...”. Teraz się dzieje także w mniejszych działaniach. W „Muzeum spotyka...” polegało to na tym, że wolontariusze, cała grupa, czyli 8 osób, 4 osoby w wieku 60+ i 4 osoby w wieku 18-26 lat, miała najpierw bardzo intensywne szkolenia merytoryczne, metodyczne, również dotyczące pracy z osobami o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Później dobieraliśmy wolontariuszy w pary. Ich zadaniem było przygotowanie scenariusza zajęć na temat, który ich zainteresował. Mógł to być np. teatr, moda, podróże... Musiało to być związane z Łazienkami i XVIII w., ale oczywiście mogło również wkraczać we współczesność. Każda z par przygotowała zajęcia dla jednej ze szkół lub przedszkoli integracyjnych na Mazowszu, poza Warszawą. Wymyślone przez siebie zajęcia wolontariusze przeprowadzili dwa razy w placówce szkoły lub przedszkola, a potem trzecie zajęcia odbywały się w Łazienkach. To się fajnie sprawdziło. Tworząc grupę wolontariuszy zaczęliśmy od pogłębionej rekrutacji. Oparliśmy ją o rozbudowane kwestionariusze zgłoszeniowe, które zbadały otwartość na formułę projektu i pracę z osobami o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Zależało nam też na różnorodności grupy – nie tylko różnorodności wiekowej, ale też kompetencyjnej.

0E1A69460E1A6979

A po zakończeniu „Muzeum Spotyka...”?
A. P-S: Wolontariusze mieli niedosyt. Większość została z nami i realizuje się w innych cyklach warsztatowych, niektórzy nadal pracują w zespołach. Projekt był dużą inwestycją w grupę, sporo czasu poświęciliśmy na szkolenia i przygotowania, ale myślę, że się opłaciło. Wolontariusze częściowo z nami zostali, a częściowo zanieśli to doświadczenie gdzieś poza Łazienki. Dochodzą też do mnie takie słuchy, że chcą coś robić dla swoich miejscowości, albo dla muzeów, albo dla szkół, które są w ich okolicy. Mam wrażenie, że to procentuje. Uważam, że instytucja publiczna jaką jest muzeum ma też misję, która właśnie w wolontariacie może się wypełniać, misję: edukowania i inspirowania ludzi i idącą za tym odpowiedzialność społeczną.

Jakie potrzeby Muzeum zaspokajają wolontariusze?
A. P-S: Bardzo chcielibyśmy dotrzeć z naszymi zajęciami do grup, które z powodów finansowych lub zdrowotnych nie mogą dotrzeć do nas same. W takich sytuacjach wolontariusze są często naszymi „wysłannikami”. Oczywiście w takich codziennych pracach wolontariusze bardzo często pomagają w naszych cyklach warsztatowych. To jest fajne, bo zawsze im dajemy przestrzeń na zrobienie czegoś, np. pomagają w jakimś cyklu, ale z czasem mogą się też włączyć, przeprowadzić swój mini warsztat, czy swoje działanie. To jest sytuacja, w której po pierwsze wolontariusze się dużo uczą, po drugie pomagają nam sprawnie i ciekawie przeprowadzić zajęcia.
Wolontariat jest sposobem zdobywania nowej wiedzy. Angażując wolontariuszy instytucja może spełniać swoją edukacyjną misję, wychodzić do tych, którzy chcą od edukacji „czegoś więcej” – chcą współtworzyć, działać, dawać coś od siebie. Działając, wolontariusz nawiązuję kontakt z naszymi odbiorcami, więc to jeszcze jeden człowiek, który jest naszym ambasadorem. To może być dla instytucji duży profit.

Co jest dla Ciebie kluczowe przy wyborze wolontariuszy?
A. P-S: Jeśli chodzi o rekrutację, to ona wygląda różnie. Wszystko zależy od projektu. Jeżeli mamy działania akcyjne, to nie robimy bardzo pogłębionej rekrutacji. Robimy spotkanie integracyjno-zapoznawcze i wtedy poznajemy wszystkich wolontariuszy. Każdy się przedstawia, sprawdzamy czy na pewno spełniamy swoje oczekiwania, czyli ja opowiadam co się będzie działo podczas jakiegoś wydarzenia, a wolontariusze weryfikują: „Okej, na to się pisałem”. W projektach długofalowych to wygląda tak, że jestem ja, jako koordynator wolontariatu, i osoba, która jest koordynatorem danego cyklu warsztatowego. Spotykamy się z wolontariuszem czy wolontariuszką i rozmawiamy. Zawsze dajemy wolontariuszowi możliwość, żeby przyszedł na np. lekcję muzealna, czy warsztaty i najpierw jako obserwator zobaczył na co się pisze. Po kilku latach mamy takie doświadczenie, że nie powinno być niedomówień i trzeba wiedzieć na co się decydujemy, żeby nie było tak, że po jednych zajęciach po prostu ktoś rezygnuję. Stwierdza: nie, inaczej sobie to wyobrażałem.

Jakie cechy powinien posiadać wolontariusz?
A. P-S: Kluczowe są zaangażowanie i odpowiedzialność. Nawet jeżeli ktoś nie ma nie wiadomo jakich umiejętności, nie gra na pianie, czy nie rysuję, ale jest zaangażowany i „chce”, to to się naprawdę udaję. Oczywiście super zaletą jest, jeżeli ktoś ma umiejętności praktyczne, nie boi się wyzwań i jest bardzo komunikatywny, ale bardzo ważna jest też inicjatywa i chęć rozwoju. Odpowiedzialność, czyli jak się już zdecyduję, że chce coś robić to faktycznie to robię, albo daję znać z wyprzedzeniem, że nie dam rady. Inicjatywa, zaangażowanie, odpowiedzialność – to jest dla mnie taka święta trójca. [śmiech]

0E1A7156Muzeum spotyka Minsk Mazo fot. Kamila Szuba 55

Co Muzeum oferuje wolontariuszom w zamian za zaangażowanie i pracę?
A. P-S: Warsztaty i szkolenia, w miarę możliwości nasze publikację, jeżeli akurat mamy taką możliwość. Staramy się dawać takie merytoryczne prezenty. Oferujemy sporo konsultacji. Wstęp do naszych obiektów w czasie trwania wolontariatu i też trochę po jego zakończeniu, żeby można było sobie jeszcze pobyć w tym miejscu i jakoś przypieczętować swój wolontariat. Oczywiście standardowo ubezpieczenie NNW. Staramy się dbać też o formalną stronę wolontariatu, żeby mieć poczucie, że wszystko jest dobrze i rzetelnie załatwione.

Jakie są według Ciebie trzy najważniejsze wartości jakie niesie za sobą wolontariat międzypokoleniowy?
A. P-S: Wydaje mi się, że to jest ta synergia, wymiana o której mówiłam na początku. Oczywiście idea spotkania, która w ogóle jest ważna dla instytucji, czyniąc ją miejscem łączenia różnorodnych pokoleń i grup społecznych. Poza tym, poszukiwanie nowej jakości, jakaś innowacja. Naprawdę, z tych wspominanych spotkań często wychodzi coś niespodziewanego.

Co najbardziej Cię zaskoczyło podczas pracy z wolontariuszami?
A. P-S: Jeśli chodzi o międzypokoleniowość, to dla mnie zaskakujące było to, jak seniorzy wpłynęli na młodych, że ich tak zmotywowali swoim zaangażowaniem. Zaskoczyło mnie też, jak ważna jest rola koordynatora w takich międzypokoleniowych spotkaniach. Musi czasami stać się mediatorem, słuchaczem.

Co okazało się najtrudniejsze podczas projektu „Muzeum Spotyka...?”
A. P-S: Na pewno jest tak, że jeżeli się pracuję międzypokoleniowo, pracuje się w grupie, i realizuje się wspólny projekt , to ważnym słowem jest k o m p r o m i s., Mamy różne marzenia àpropos np. zajęć, które mają prowadzić wolontariusze – każdy sobie to inaczej wyobraża. Muzeum ma swoje wyobrażenie co do zajęć, wolontariusze też mają swoje pomysły. Do tego w samej grupie wolontariuszy, te pomysły mogą być różne. Tak naprawdę bardzo często tego typu projekty grupowe, międzypokoleniowe, są obszarem negocjacji. Instytucja musi być skłonna do kompromisów, oczywiście nie tracąc swojego clou. Taki kompromis powinien być również po stronie wolontariuszy, którzy jednak do końca muszą mieć przekonanie do tego co robią.

Co byś doradziła początkującemu koordynatorowi wolontariatu?
A. P-S: Koordynacja wolontariatu to spore wyzwanie. Nie płacimy wolontariuszom, to jest oczywiste, tutaj pracujemy na ludzkiej motywacji. Jak ktoś chce być koordynatorem wolontariatu, to musi rozwijać swoje umiejętności interpersonalne. Moment kiedy ktoś np. rezygnuje, albo nie daje znać, trzeba też umieć przeanalizować, przepracować i starać się nie brać tego do siebie.

Czy jest coś czego się nauczyłaś od wolontariuszy?
A. P-S: Wolontariat na pewno nauczył mnie doceniania ludzkiej aktywności, że zawsze po stronie wolontariusza, który chce i się angażuje, jest wysiłek. Nauczyłam się doceniać małe wysiłki. Bez względu na to, jaka to będzie skala działania – pomoc przy wycinaniu materiałów, czy samodzielne prowadzenie warsztatów – to ja to doceniam, bo wiem, że to kosztuje czas, poświęcenie, czasem nawet zrezygnowanie ze swoich planów,. Małe rzeczy mogą pomagać innym: to tez ważna nauka dla mnie samej.

Rozmowa: Monika Makuch
Zdjęcia użyczonę przez Agatę Pietrzyk-Sławińską z zasobów Łazienek Królewskich